Jak już napisałam w zakładce "Rengar", decyzja o kocie była zupełnie spontaniczna i przypadkowa. Jednak na pewno nie żałujemy tej decyzji. Ba! Osobiście uważam, że to chyba jedna z najlepszych jakie do tej pory podjęliśmy. Jeśli ktoś dałby mi możliwość cofnięcia się do tamtego dnia i podjęcia decyzjo jeszcze raz, bez wahania postąpiłabym tak samo.
Ten mały kociak przynosi nam niesamowicie dużo radości. Uwielbiam patrzeć jak śpi na kolanach mojego chłopaka, który w tym czasie siedzi przed komputerem. Ten mały "niewinny" kociak wniósł do naszego mieszkania niesamowite ciepło, jakiego wcześniej tutaj brakowało.
Wcześniej jednak planowaliśmy psa. Miał być większej rasy, bo myśleliśmy nad owczarkiem niemieckim lub labradorem. Jestem wielką entuzjastką pracy z psami, zajmowałam się każdymi jakie oddawano mi pod opiekę, ale niestety nigdy nie mogłam mieć własnego ze względu na mieszkanie i inne aspekty bardziej rodzinne.
W dzień kiedy natrafiliśmy na naszego kociaka, mieliśmy jechać po młodego, bo około 6-cio miesięcznego owczarka niemieckiego. Psiak był prześliczny, o nieczęstym umaszczeniu, wątrobianym. Niestety (albo i stety) kiedy już byliśmy w drodze po niego otrzymaliśmy telefon, że Państwo się rozmyślili, bo żona pana, który wystawił ogłoszenie "już nie gniewa się na pieska i chce, żeby jednak został".
Mój chłopak, wtedy już bardzo nakręcony i przygotowany mentalnie na nowego, zwierzęcego członka rodziny, wpadł w pewien poważny rodzaj zdenerwowania. Czemu wcale się nie dziwię i sama miałam ochotę powiedzieć, owemu panu to co on. (Pominę już, że cała sytuacja z ich strony była moim zdaniem przejawem pewnej nieodpowiedzialności.)
Po tym zdarzeniu, zaczęliśmy uparcie szukać innych ogłoszeń, po paru godzinach szukania psiaków, których jak na złość nie było, a szukaliśmy w pewnych konkretnych kryteriach, zaczęliśmy zwyczajnie błądzić po OLX.
Uparliśmy się, że w naszym domu musi zagościć zwierzę. Tym tropem dotarliśmy do bardzo życiowej myśli.
"A może fretka?"
Tak, kiedyś już o tym myśleliśmy i nie ukrywam, ze nadal bardzo chciałabym takiego psotnego łasicowatego. Na pewno nie porzucimy tego marzenia i takowa u nas zagości prędzej czy później. Jednak okazało się, że jest z nią jeden problem. Wszystkie są daleko. Nie chcieliśmy jechać pół polski ze zwierzęciem, które byłoby zestresowane zmianą otoczenia, a co dopiero długą podróżą.
Odłożyliśmy ten pomysł na TEN odpowiedni moment, kiedy to znajdzie się jakaś, być może niechciana, oddawana fretucha w okolicy.
W końcu mieliśmy się poddać, kiedy mój chłopak wpadł na pewne ogłoszenie..
Więc.. "A może kot...?"
Obydwoje mieliśmy kiedyś kota. U mojej mamy nawet jest kociak do dziś (i na pewno o nim też napiszę)... A reszta historii została opisana w zakładce "Rengar".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz